Sean Connery's second James Bond movie From Russia with Love had its premiere 60 years ago today, but did you know that one of the 007 film's main co-stars tragically died by suicide before
While on tour with South Pacific, Connery played in a football match against a local team that Matt Busby, manager of Manchester United, happened to be scouting. According to reports, Busby was impressed with his physical prowess and offered Connery a contract worth £25 a week (equivalent to £743 in 2021) immediately after the game.
Liputan6.com, London - Sebulan sudah Sean Connery berpulang untuk selama-lamanya. Kini, penyebab kematian sang bintang James Bond ini diungkap ke publik. Dilansir dari People, Senin (30/11/2020), dalam sertifikat kematian yang didapatkan TMZ, Sean Connery meninggal dunia dalam tidurnya karena gagal jantung.
Sean Connery, Kevin Costner, Andy Garcia, and Charles Martin Smith in The Untouchables (1987) Close. 3 of 184. The Untouchables (1987) 3 of 184.
Based on Tom Clancy's bestseller, directed by John McTiernan (Die Hard) and starring Sean Connery and Alec Baldwin, The Hunt For Red October seethes with high-tech excitement and sweats with the tension of men who hold Doomsday in their hands. A new technologically-superior Soviet nuclear sub, the Red October, is heading for the U.S. coast under the command of Captain Marko Ramius (Connery
RELATED: 10 Ways Sean Connery's Bond Movies Still Hold Up Today. There were plenty of strong performances in the first run of Bond films, from Eunice Gayson as the gentleman spy’s on-and-off girlfriend Sylvia Trench to Donald Pleasence as his arch-nemesis Ernst Stavro Blofeld – not to mention Connery’s character-defining turn as 007 himself.
Connery, a former bodybuilder who’d been in the Royal Navy and worked as a lorry driver and laborer, was an acerbic Adonis who singed the screen with his inner quality of roughneck bravura. As
mxkwj. Zawsze świetnie ubrany, elokwentny, oblegany przez kobiety, a przy tym śmiertelnie groźny. James Bond to postać, którą często podaje się jako filmowy ideał gentlemana. Czy faktycznie nim jest? Postanowiłem to drobiazgowo zweryfikować. Z pewnością każdy z nas słyszał choć raz twierdzenie, że James Bond to prawdziwy gentleman. Mam wrażenie, że tak często się to powtarza, że już nikt nie zastanawia się czy to prawda. Zatem przyjrzyjmy mu się dokładniej! Wyjaśnienie Zacznę od kilku wyjaśnień. Ten popularny agent 007, to Bond z filmów, dlatego w ogóle nie będę się odwoływał do książek. Kiedy rozpocząłem prace nad tym materiałem okazało się, że 24 produkcje hollywoodzkie to zbyt dużo treści do omówienia, więc postanowiłem nieco je zawęzić. Skupimy się zatem na Bondach w wykonaniu Seana Connery’ego – pierwszego z agentów 007. Na pozostałe kreacje przyjdzie jeszcze pora. Sean Connery był pierwszym Bondem w oficjalnej serii filmów. Uważnie obejrzałem więc sześć oficjalnych filmów z Connerym i przyjrzałem się jego manierom, stylowi i cechom charakteru. Dodam, że stosuję tutaj współczesne pojęcie „gentlemana”, bo w końcu zastanawiamy się czy to dzisiaj może być wzorcem dla młodych pokoleń. Dlatego może się zdarzyć, że będę krytykował coś, co dawniej uszłoby płazem. Zaczynajmy! W męskim gronie jest nienaganny. Charakter Na pierwszy ogień pójdzie charakter, czyli podstawa gentlemana. James Bond wydaje się tu być całkiem solidnym mężczyzną. W pracy jest rzetelny i skory do poświęceń. Jest komandorem porucznikiem oraz agentem brytyjskiej służby wywiadowczej i choć tego nie podkreśla słowami, wiemy, że jest patriotą, a dla kraju oddałby życie. Gdy powierzy mu się jakieś zadanie konsekwentnie realizuje swoje cele, a nawet wykracza poza standardowe obowiązki, jeśli ma to przynieść korzyść sprawie. Jest opanowany i trzeźwo myślący, przy czym zdarza mu się reagować impulsywnie. W „Pozdrowieniach z Rosji” uderza towarzyszkę w twarz, mając tylko mgliste poszlaki, że była zaangażowana w zabójstwo jego kolegi. Zresztą po chwili namiętnie ją całuje. Innym razem, mimo ciągłego ataku wroga, poddaje się w obliczu śmierci dopiero co poznanej kobiety („Golfinger”). Bondowi również zdarza się wpaść w złość. Te przykłady wskazują na słabą stronę Bonda. Kiedy postawi się na jego drodze atrakcyjną dziewczynę, porzuci każde zadanie, byle się za nią uganiać i przestaje działać racjonalnie. Często też ryzykuje nawiązując intymne relacje z wrogiem. Gentleman nie powinien kłamać dla własnej korzyści i Bond faktycznie przeważnie nie kłamie, choć czasem można go na tym przyłapać. O ile można to usprawiedliwić, gdy toczy pojedynek golfowy z przeciwnikiem, który również nie gra czysto („Goldfinger”), o tyle okłamywanie uwiedzionej pielęgniarki, że będzie dzwonił do niej codziennie nie jest zachowaniem gentlemana („Operacja Piorun”). Zresztą bycie konsekwentnym w relacjach z kobietami nie należy do jego zalet, ale o tym będziemy mówić później. Ta relacja miała wiele nagłych zwrotów. Na plus dla Bonda należy dodać, że ma on wszechstronną wiedzę i jest obyty. Dzięki temu łatwo przychodzi mu prowadzenie niezobowiązujących pogawędek i nawiązywanie nowych kontaktów. Zakres jego wiedzy jest imponujący i sprawia, że jest ciekawym człowiekiem. Zna też języki. W omawianych przypadkach wykazywał się znajomością niemieckiego i japońskiego (kolejno „Diamenty są wieczne” i „Żyje się tylko dwa razy”). Za znajomość japońskiego należą się brawa! 007 ma też poczucie humoru, które pokazuje jego dystans do siebie i swojej pracy. Czasem zażartuje, że nosi broń bo ma „lekki kompleks niższości” („Goldfinger”), a kiedy indziej zabawi się słowami mówiąc, że jest „licencjonowanym wolnym strzelcem” („Operacja Piorun”). Prawda, że to często humor poziomu Familiady, ale nie zapominajmy kiedy powstawały te filmy. Brytyjscy gentlemani często należą do klubów gentlemanów. Wszak w Londynie o nie nie trudno. O Bondzie dowiadujemy się, że również interesuje się tym zagadnieniem, choć przynależność do klubu Playboya (sieci klubów nocnych) sugerowałaby, że woli to bardziej nowoczesne znaczenie określenia „klub dla gentlemanów”. Dodam, że wiem, iż z książek dowiadujemy się o przynależności Bonda do jednego z Londyńskich klubów dla gentlemanów. Pomijam kwestię, że był to klub fikcyjny. Niemniej w tym artykule skupiamy się na filmach. Wizerunek Agent 007 jest często wymieniany jako ikona męskiej elegancji. Czy faktycznie tak jest? Trudno odmówić Bondowi stylu. W swoich garniturach przeważnie prezentuje się wyśmienicie i rzadko popełnia wpadki na tym polu. Często miałem wrażeniem, że deklasuje pod tym względem ludzi ze swojego otoczenia. Swobodnie nosi smokingi, trzyczęściowe garnitury, marynarki klubowe, zakłada koszule z nietypowymi, wywijanymi mankietami na guziki, zwanymi portofino lub koktajowymi. Można na nim zobaczyć krawaty dziergane, tak zwane knity, zestawy koordynowane czy elegancki płaszcz. Zwłaszcza w „Doktorze No” wyróżnia się pod względem ubioru. Mankiety portofino (koktajlowe). Taki wygląd zapewnił mu miano „ikony stylu”. Wpadek można jednak naliczyć wiele. Najczęstszym błędem jest złe zapinanie marynarki. Ma ją wielokrotnie zapiętą podczas siedzenia, a czasem zapina na wszystkie guziki. Śmiem twierdzić, że nie ma w tym obszarze wyrobionych dobrych nawyków, a to dość podstawowa kwestia. Tym bardziej dziwi. Przykładów Bonda siedzącego w zapiętej marynarce jest tak wiele, że nie ma sensu ich wymieniać. Zapięcie obu guzików też mu się zdarzało i to kilkukrotnie. Nawet po cięciu nie zauważył, że jest tu coś nie tak. Zobaczymy Bonda też w sandałach i koszuli z krótkim rękawem. To zestaw często krytykowany przez specjalistów od męskiej elegancji. Jeśli chcielibyście go jednak nosić, możecie się śmiało powołać na Agenta 007 z „Operacji Piorun”. Ale na kombinezon plażowy, który założył w „Goldfingerze”, zrzućmy zasłonę milczenia. Kostium plażowy Jamesa Bonda. A może to wróci jako „ostatnio krzyk mody” w tym sezonie? Czasem jego garnitury wypadają słabiej. Są gorzej dopasowane, z ramionami za szerokimi i zbyt wąskimi klapami, a nogawki spodni bywają za krótkie, lecz to detale, na które mniej osób zwróci uwagę. Jedynie zdecydowanie nie polecam nosić krawata tak krótkiego, jak w „Diamenty są wieczne”. Wyszło to komicznie. Nie wiem co oni sobie tu myśleli. (Czy Wam też Connery przypomina tutaj Nixona?) Zwrócić uwagę należy też na sportowe zegarki Bonda. Nosi je między innymi do smokingu, co jest mocnym złamaniem zasad męskiej elegancji. Odradzam robić tak podczas ważnych okazji. Niemniej zegarek typu „diver” na pasku „nato” to ciekawa opcja, przy czym należy dobrać szerokość paska lepiej niż zrobił to James w „Goldfingerze”, gdzie pasek był ewidentnie zbyt wąski. Do smokingu – nie. Diver z nato – tak, ale przy lepiej dobranej szerokości paska. To zresztą już kultowe połączenie. To jest dopiero zegarek! Breitling Top Time Ref. 2002 ze specjalną obudową zapewniającą wodoszczelność. Dlatego wygląda tak kosmicznie. Ma też ciekawą historię. Polecam poczytać o tym bondowskim egzemplarzu. Relacje międzyludzkie Przejdźmy teraz to najciekawszej części tej analizy. Bycie gentlemanem najlepiej objawia się w tym jak człowiek traktuje innych ludzi. Rzecz jasna pomijam tu brutalne traktowanie wroga. Służba nie drużba. Skupimy się więc na tych bardziej prywatnych relacjach. Typowe spotkanie, jak na Bonda. Ciągle się zastanawiam jak ona chciała trafić do tego melonika. No chyba, że po prostu jej celem było trafienie w kapelusz, a nie do jego wnętrza. Zacznijmy od tego, że Bond zna dobre maniery. Podaje pomocną dłoń przy wysiadaniu z samolotu czy w trudnym terenie. Wie kiedy należy puścić damę przodem, dziękuje za pomoc, przedstawia się na początku rozmowy, zabawia towarzyszkę tańcem i small talkiem. Ponadto trzeba przyznać, że kiedy chce potrafi być opiekuńczy, a nawet przyjmie odmowę z podniesioną głową. Naliczyłem trzy takie przypadki: w „Doktorze No”, „Goldfingerze” i „Żyje się tylko dwa razy”. To wszystko prezentuje się bardzo dobrze, ale w relacjach z kobietami ma jednak więcej wad niż zalet. Do tańca aż się rwie. Nazywając sprawy po imieniu (i to łagodnie), trzeba powiedzieć, że Bond to kobieciarz. I to niestety do przesady. Z reakcji kobiet w jego otoczeniu wynika, że jest ponadprzeciętnie pociągający. Nie mogą mu się oprzeć współpracowniczki, wrogowie i przypadkowo spotkane panie. 007 w rewanżu też nie może im się oprzeć. Wykorzystuje niemal każdą okazję, żeby zobaczyć nago, dotknąć, pocałować lub zaciągnąć do łóżka atrakcyjną kobietę. Dodam, że w większości wypadków omawiane relacje są bardzo świeże. Nie można mówić więc o dłuższej znajomości. Najpierw przyjemności, potem służba. Jedną kobietę nachodzi podczas przebierania się („Dr No”). Zaciąga do łóżka inną, wiedząc, że pójdzie, bo boi się zdemaskowania („Dr No”). W „Operacji Piorun” ewidentnie molestuje pielęgniarkę, używając przy tym swojej siły fizycznej, do tego stopnia, że ona mówi, iż bezpiecznie czuje się przy nim tylko, gdy jest związany. Kiedy później wydarza się wypadek na dyżurze tej pielęgniarki, Bond wykorzystuje tę okazję by ją zaszantażować i się z nią przespać. W „Goldfingerze” mamy natomiast scenę, którą trudno nazwać inaczej, jak gwałtem. To jest bardzo szkodliwy przykład stereotypu, sugerującego, że „gdy kobieta mówi >, myśli >”. Tak Bond całuje, gdy kobieta „jeszcze nie wie, że tego che”. A później straszy ją donosem, żeby się z nią… wybrać do łaźni tureckiej. Tak Bond interpretuje „nie”. Dziś to nazywa się „gwałtem”. Przy tym wszystkim szowinistyczne traktowanie kobiet, klepanie po tyłkach, okazywanie braku szacunku czy w końcu nazywanie masażystek „armaturą” wypada wręcz blado (kolejno „Goldfinger”, „Pozdrowienia z Rosji”, „Żyje się tylko dwa razy”). Nawet duszenie podejrzanej jej własnym stanikiem nie robi większego wrażenia („Diamenty są wieczne”). Najbardziej szowinistyczna scena w omawianych Bondach. Na koniec zostawiłem jeszcze relację z Moneypenny, sekretarką szefa Jamesa Bonda. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się ona być równie podejrzana, odniosłem wrażenie, że udawanie zalotów w tym wypadku to obustronna gra ze sporym dystansem do siebie. Jak już wspominałem, 007 wie jak nie przekraczać pewnych granic i niekiedy z tej wiedzy korzysta. Bywa tak jednak wyłącznie w relacjach z kobietami, które mu sprzyjają. Wobec przedstawicielek wroga nie ma ma litości i chętnie stosuje chwyty poniżej pasa. Relacja z Moneypenny wygląda bardziej na obustronną grę niż zwodzenie. Gentleman? Podsumujmy sobie to zatem. Pod względem charakteru Bond wypada całkiem nieźle. Jest konsekwentny, rzetelny i pracowity. Do tego jest zazwyczaj opanowany i można na nim polegać. Jedynie do kobiet ma słabość i może to przeszkadzać w wykonaniu zadania. Niemniej jego oddanie ojczyźnie jest godne podziwu. Widzimy go też jako erudytę i poliglotę obdarzonego poczuciem humoru. Z pewnością byłby ciekawym towarzyszem rozmów. Oceniając jego wygląd, można mu wytknąć kilka błędów, ale już samo nabranie wprawy przy poprawnym zapinaniu marynarki zdecydowanie tu pomoże. W większości wypadków Bond prezentuje się świetnie, a gafy często ujdą uwagi osobie, która nie szuka specjalnie elementów, do których można się przyczepić. Dobre maniery 007 również zna. Potrafi zachować się elegancko i szarmancko. Jest przy tym wszystkim bardzo męski. Niemniej na sposób, w jaki traktuje kobiety, oka przymknąć nie mogę. Uważam, że prezentowany przez Connery’ego James Bond to zwykły szowinista i kobieciarz, wykorzystujący każdą nadarzającą się okazję. Wypada w tym wręcz komicznie i dziecinnie. Czasem pokazuje dobre maniery. Choć szczerze mówiąc, również ta scena z „Goldfingera” nie pokazuje pozytywnego wzorca. Jeśli dobrze się przyjrzeć, Bond się narzuca bardziej w stylu Akademii Podrywu, niż faktycznej chęci pomocy. Wiem dobrze, że są to wzorce pasujące do wyobrażenia o męskości macho w latach 60-tych XX wieku w Stanach Zjednoczonych, ale ten model mocno się już przeterminował. Nie mógłbym polecić tamtego Bonda jako wzorca do naśladowania pod względem zachowania, bo zbyt mało jest tu pozytywnych przykładów, a i te są przyćmiewane przez negatywne. Te ostatnie są natomiast bardzo szkodliwe i lepiej, żeby młodzi mężczyźni nie roili sobie, że tak postępują gentlemani. Tu jestem pełen podziwu dla twórców za kreatywność. Wpadli na pomysł i skonstruowali sukienkę z ręcznika. Aktorka wygląda jakby własnie zawinęła się w ręcznik po kąpieli, ale prezentuje się świetnie, jakby szła na jakieś przyjęcie. Majstersztyk! Odpowiedź Czy zatem James Bond może uchodzić za gentlemana na przykładzie filmów z Seanem Connerym? W relacjach z mężczyznami – tak. Pod względem wizerunku – owszem. Pod względem charakteru już nieco mniej. Natomiast pod względem relacji z kobietami zapomnijmy o nim albo umieśćmy w jakimś skansenie. Dzisiaj nikt by tak postępującego mężczyzny nie nazwał gentlemanem. Nie mogłem pominąć Astona Martina. Zgadzacie się z moją opinią? Byłem zbyt surowy czy może należało wypowiedzieć się ostrzej? Zapraszam do dyskusji w komentarzach. Pamiętajcie tylko, że sympatia i sentyment do tych filmów to jedno, a rzeczowa krytyka to zupełnie inna kwestia. I koniecznie dajcie znać czy podoba się Wam ten pomysł na mini serię materiałów na Czasie Gentlemanów. Pozdrawiam i trzymajcie klasę! To koniec Seana Connery’ego, ale James Bond powróci w wykonaniu Rogera Moora. Zobacz też: Duško popov – playboy i podwójny agent – wzór dla Jamesa Bonda T. E. Lawrence – prototyp Indiany Jonesa i Jamesa Bonda Smoking – garnitur do zadań specjalnych 10 cech, którymi gentleman zaimponuje swojej damie Jak zapanować nad własną złością Gra w guziki, czyli który powinien być odpięty
W sobotę świat obiegła smutna wiadomość, że legendarny aktor Sean Connery nie żyje. Słynny odtwórca roli Jamesa Bonda zmarł w wieku 90 lat. Przy gwiazdorze przez cały czas czuwała żona Micheline Roquebrune, która poślubiła go 45 lat temu. Wdowa po Connerym wspominała swojego ukochanego w rozmowie z Mail on Sunday. Pokazała też ich ostatnie wspólne zdjęcie z celebrowania rocznicy ślubu. Fotografia została zrobiona w ich domku na Bahamah, gdzie Sean mieszkał długie Roquebrune złożyła hołd swojemu mężowi, podkreślając, że był "wspaniałym modelem mężczyzny”. Malarka wyznała, że przez ostatnie miesiące Sean cierpiał na demencję i to go dobiło. Ostatecznie chciał odejść bez zamieszania. Był wspaniały i mieliśmy razem wspaniałe życie. Wiem, że bez niego będzie bardzo ciężko - żona aktora powiedziała, że Connery umarł w nie było dla niego życie. Ostatnio nie potrafił się wypowiedzieć. Przynajmniej umarł we śnie i było tak spokojnie. Byłam z nim cały czas, a on po prostu odszedł. Tego właśnie chciał - poznała Szkota w 1970 roku na turnieju golfowym i niedługo później została jego drugą żoną. Ich małżeństwo przetrwało nawet głośny romans aktora z piosenkarką Lynsey de Paul w latach jakość naszego artykułu:Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze nie szczepcie się na koronawirusa, mówię tu o osobach starszych. Już są plany, żeby zaszczepić seniorów od stycznia 2021 r. Będziecie królikami doświadczalnymi. Nigdzie nie ma żadnej wiarygodnej szczepionki w tej chwili. Szczepionka powstaje minimum 1,5 roku, a nie kilkanaście młodości był obłędnie przystojnym chciałabym umrzeć we śnie, bez bólu i w spokojnym miejscu, nie w szpitalu i nie na ulicy, ale też nie nagle, abym zdążyła uporządkować wszystko tutaj na ziemi i pożegnać się z kim Connery od lat chorował na demencję,to głównie zaważyło nad decyzją że nie chce udzielać się ale przeżył swoje wszystkich to czeka więc doceniajmy drobne sprawy,gest czułości,dotyk,przytulenie i dobre słowo dla bliskich,przyjaciół...Najnowsze komentarze (105)Najprzystojniejszy Aktor Wszechczasów! RIPBardzo przystojny jako agent 007,Mieszkałam z dwoma gejami, też się nie obnosili. Tacy kochani byli. Żadni przebierańcy, wrażliwcy, super ludzie. Cieszę się, że jeszcze są takie osobyStarość nie fajna. Ja niedawno pochowalam babcie tez miała demencje i było bardzo przykre patrzec na nią jak nie poznaje innych i jak zapomina jak co się nazywa. Bardzo straszne. Dlaczego nie mozna "uciec od starosci"?Nie potrafie "pozamykac" roznych doczesnych spraw bo jestem "wsciekla" na starosc,smierc,niech sie dzieje co chce…Oswajam "smierc" codziennie…nie "zostaje sama z myslami" szukam zajecia,duzo czytam,nie patrze w lustro,zobojetnialam na wszystko…martwie sie tylko ze przezyja mnie moje zwierzeta,to mnie powoli zabija…bezsilnoscPrzepiekny mezczyzna,klasa,czar, i to "cos".Tak starosc jest straszna,zwlaszcza jak "wczlowieku wciaz siedzi mlodosc,to sa wspomnienia mlodosci,bardzo boli w zderzeniu ze staroscia" pisze bo jestem stara…a orkiestra wciaz graWspaniały człowiek. Spczywaj w jest trudna, ale nie straszna, bo pokazuje, co w życiu liczy najbardziej, weryfikuje i utwierdza miłość. Samotność i umieranie w niej są ta pani mimo swojego wieku, klasa! Wyrazy współczucia!Dopiero po jego śmierci dowiedzialam się, że niestety byl damskim bokserem. Szkoda, zbyt mocno idealizujemy amantow z telewizjiBardzo lubiłam tego aktora. Spoczywam w pokoju.
Fot. Rex Features/East News Sean Connery zmarł w wieku 90 lat. Żona aktora opowiedziała o ostatnich chwilach swojego męża. Gwiazdor cierpiał od jakiegoś czasu na demencję. 31 października 2020 roku odszedł Sean Connery - wybitny szkocki aktor, który zasłynął przede wszystkim jako pierwszy odtwórca Jamesa Bonda. Jego żona - Micheline Roquebrune, opowiedziała o ostatnich chwilach życia swojego męża. Okazuje się, że od jakiegoś czasu nie było z nim Connery - żona o demencji aktoraConnery zmarł w wieku 90 lat. Przyczyna śmierci nie jest na razie znana. Żona aktora wyjawiła jednak, że jej mąż od jakiegoś czasu cierpiał na demencję. 91-letnia artystka rozmawiała na temat swojego zmarłego ukochanego z Mail on Sunday. W rozmowie wyznała, że ostatnie chwile życia Connery'ego nie należały do najprzyjemniejszych. To nie było dla niego życie. Choroba odbiła się na nim. Ostatnio nie potrafił się już nawet wysłowić (...), ale spełnił swoje ostatnie życzenie, by wymknąć się bez zamieszania. Przynajmniej umarł we śnie i to była bardzo spokojna śmierć. Byłam z nim cały czas, a on po prostu się wymknął. Tego właśnie chciał. Po śmierci Connery'ego w sieci pojawiły się setki kondolencji. Nie tylko od fanów, ale przede wszystkim osób, które współpracowały z aktorem. Wśród nich byli Michael G. Wilson i Barbara Broccoli - producenci filmów o agencie 007. Na oficjalnym Twitterze serii pojawiły się słowa wsparcia z ich strony. Jesteśmy zdruzgotani wiadomością o śmierci sir Seana Connery'ego. Był i zawsze zostanie zapamiętany jako oryginalny James Bond, którego niezatarte wejście do historii kina zaczęło się, gdy wypowiedział te niezapomniane słowa: "Nazywam się Bond… James Bond” - zrewolucjonizował świat swoim szorstkim i dowcipnym obrazem seksownego i charyzmatycznego tajnego agenta. Niewątpliwie jest w dużej mierze odpowiedzialny za sukces serii i będziemy mu na zawsze wdzięczni. Śmierć Connery'ego jest więc ogromną stratą dla całego świata. Demencja - objawy chorobyDemencja to ogólna nazwa grupy chorób mózgu powodujących długoterminowe i często postępujące obniżenie zdolności myślenia i zapamiętywania. Są one na tyle poważne, że utrudniają i bardzo często uniemożliwiają prawidłowe funkcjonowanie w społeczeństwie. Najczęstsze objawy demencji to zaburzenia emocjonalne, kłopoty z komunikacją i językiem oraz utrata aktywności. Najstraszniejsze jest jednak to, że chory zazwyczaj zachowuje pełną świadomość. Na demencję nie ma lekarstwa, chociaż istnieje profilaktyka w celu uniknięcia choroby. Zobacz też: "Nie czas umierać" zerwie z bondowską tradycją. Jak zniosą to fani serii? Sergiusz Kurczuk Redaktor antyradia
31 października 2020 roku świat pożegnał jednego z najbardziej znanych aktorów w historii, Seana Connery'ego. Gwiazdor zapisał się w historii kina przede wszystkim jako legendarny, pierwszy James Bond. Sean Connery miał 90 lat i zmarł w swoim domu na Bahamach. Teraz ujawniono oficjalne przyczyny jego śmierci. Szczegóły na Odejście Seana Connery'ego to wielka strata dla światowego kina. Choć aktor już od wielu lat nie pojawiał się na ekranie, jego role zapisały się w filmowym kanonie tak bardzo, że wydawało się, że Connery wciąż jest aktywny zawodowo. Fani najbardziej pamiętają oczywiście jego niezapomniane role Jamesa Bonda, czy Jima Malone'a w Nietykalnych, za którą otrzymał Oscara. Informacja o śmierci Seana Connery'ego obiegła świat 1 listopada 2020 roku. Gwiazdor zmarł we śnie 31 października w swoim domu na Bahamach, otoczony bliskimi. Miał 90 lat. Sean Connery - przyczyny śmierci Jak zdradziła żona gwiazdora, Sean Connery od dłuższego czasu walczył z demencją. Teraz ujawniono oficjalne przyczyny śmierci gwiazdora. Jak można przeczytać na akcie zgonu opublikowanym przez serwis TMZ, 90-letni aktor zmarł z powodu niewydolności oddechowej w wyniku zapalenia płuc, starości i migotania przedsionków. Zgodnie z dokumentami Connery zmarł 31 października o 1:30. Po śmierci Seana Connery'ego fani na całym świecie opłakiwali gwiazdora i wspominali swoje ulubione filmy z jego udziałem. Odejście pierwszego filmowego Jamesa Bonda to wielka strata dla kina - jego warsztat był wzorem dla wielu młodych aktorów. Autor: Ron Asadorian / Splash News/EAST NEWS Autor: EVERETT COLLECTION/EAST NEWS
Sean Connery zmarł w ostatni dzień października w wieku 90 lat. Śmierć legendy kina spowodowała, że po sieci znów zaczął krążyć list do Steve'a Jobsa… którego Sean Connery nie napisał. O co chodzi? List ma dziwną tendencję do wracania co dekadę. Pierwszy raz zrobiło się o nim głośno w 2011 roku. Wybuchło wtedy spore zamieszanie, bo niektórzy uwierzyli, że to autentyk. Treść listu brzmi: Panie Jobs, Powtórzę to jeszcze raz. Rozumie pan po angielsku, prawda? Nie sprzedam duszy Apple'owi ani żadnej innej firmie. Nie jestem zainteresowany „zmienianiem świata”, jak pan sugeruje. Nie ma pan niczego, czego potrzebuję lub chcę. Jest pan sprzedawcą komputerów – ja jestem j****ym JAMESEM BONDEM! Nie ma szybszej drogi do zniszczenia mojej kariery niż pojawienie się w jednej z pana chamskich reklam. Proszę już się ze mną nie kontaktować. Geneza tego listu nie jest niestety tak kolorowa, jak mogłoby się wydawać, a Sean Connery prawdopodobnie nie ma oficjalnej papeterii z logo 007. Podstawowe pojęcie o karierze Seana Connery'ego wystarczy, by wiedzieć, że długo starał się pozbyć metki agenta 007. Długo i sądząc po nagłówkach wiadomości o jego śmierci, niezbyt skutecznie. Zobacz: Nokia 5G – Android w tajnej służbie Jej Królewskiej Mości Zobacz: Nokia na planie filmu „Nie czas umierać”. To jedyny gadżet, jakiego potrzebujesz List powstał w 1998 roku w redakcji niezbyt popularnego portalu Scoopertino. To portal satyryczny pokroju The Onion czy też naszego ASZDziennika, specjalizujący się w fabrykowaniu wiadomości o firmie Apple. Czy dystyngowany Szkot powiedziałby, że jest j*****m Jamesem Bondem? Jestem w stanie sobie to wyobrazić, ale chyba nie w 1998 roku, gdy miał już za sobą role w „Polowaniu na Czerwony Październik” (to mój ulubiony film z nim), „Rycerzach króla Artura” i „Imieniu róży”. List musiał poczekać do 2011 roku, by zyskać rozgłos. Dokopał się do niego marketingowiec John Willshire z Wielkiej Brytanii i umieścił na swoim Twitterze i blogu. Blog już nie istnieje, ale ślad na Twitterze wciąż można znaleźć. He's right. He's f***ing James Bond. — John V Willshire (@willsh) June 21, 2011 Willshire dał się nabrać, a razem z nim setki tysięcy innych osób. Fałszywy list krążył po mediach społecznościowych jak wirus. Od tamtego wybuchu minęło prawie 10 lat. Dziś znów trzeba tłumaczyć, że ten list to żart. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas na Google News Źródło zdjęć: Wikimedia, Scoopertino Źródło tekstu: CNet Przewiń w dół do następnego wpisu
jest nim sean connery