4.6K views, 18 likes, 3 loves, 1 comments, 8 shares, Facebook Watch Videos from Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie: Czy wiesz, że dziś przypada Międzynarodowy Dzień Szczęścia ?
Dr Ewa Woydyłło-Osiatyńska TVN24 "Pitch in on a campaign since you are so concerned" Ewa Woydyłło-Osiatyńska added she would "very much like to use this toxic and harmful situation".
Dr Ewa Woydyłło-Osiatyńska oraz mgr Marzenia Ciesielska, dwie psychoterapeutki oraz ekspertki od nałogów wyjaśniają jak podchodzić do uzależnień bez paniki.F
Discover and play music albums featuring Między smutkiem a depresją - dr Ewa Woydyłło-Osiatyńska by Strefa Psyche Uniwersytetu SWPS on desktop and mobile.
Dr Ewa Woydyłło-Osiatyńska pomogła tysiącom osób wyjść z alkoholizmu. Poznaj 6 lekcji od terapeutki uzależnień z ponad 40-letnim doświadczeniem.
Uzależnienie Twojej bliskiej osoby to nie tylko jej problem - to również twoja walka!🥊 Ważne jest, aby osobie współuzależnionej również zapewnić pomoc i wsparcie🫂 Więcej o wpływie alkoholizmu na relacje możemy dowiedzieć się ze szkolenia dr Ewa Woydyłło-Osiatyńska pt. "Rodzina, Bliskie Związki, Relacje a Problemy Alkoholowe" 👉Link do szkolenia: https://euphire.pl
١٫٤ ألف views, ١٠ likes, ١٦ loves, ٦٢ comments, ٩ shares, Facebook Watch Videos from Lokalna grupa mocy dla kobiet - Pruszcz Gdański: تم بث فيديو مباشر من Lokalna grupa mocy dla kobiet - Pruszcz
8Ids. Serwis wykorzystuje pliki cookies w celu poprawienia jej dostępności, personalizacji, obsługi kont użytkowników czy aby zbierać dane, dotyczące ruchu na stronie. Każdy może sam decydować o tym czy dopuszcza pliki cookies, ustawiając odpowiednio swoją przeglądarkę. Więcej informacji znajdziesz w Polityce Prywatności i cookiesAkceptuje
ludzie - Mama jest nam najbliższa, w idealnym świecie obdarza nas wielką miłością, a wtedy czujemy się bezkarni, bo przecież jeśli ktoś mnie kocha, to mi wszystko wybaczy - mówi doktor psychologii i psychoterapeutka Ewa Woydyłło-Osiatyńska. Z matką łączy nas najmocniejsza więź, ale jednocześnie te relacje są nieraz bardzo trudne i burzliwe. I choć z nastoletniego buntu większość z nas wyrasta, to z obwiniania matki za wszystkie swoje niepowodzenia niekoniecznie. Dlaczego to właśnie na matkach często skupia się frustracja dorosłych już przecież osób? To jest bardzo uzasadnione i naturalne, że szukamy winnych. Własne niepowodzenia, przykrości, niezadowolenie z siebie byłyby nie do zniesienia, zwłaszcza dla młodej osoby. Ale jak znajdziemy przyczynę, kogoś, kogo możemy obwinić, wtedy jest nam lżej. Czasem nawet mamy uczucie, że jesteśmy w porządku, tylko ktoś zrobił coś niedobrego. Wtedy już w ogóle ułatwia nam to funkcjonowanie. Jestem mała i gruba, bo moja mama taka jest i taką figurę mi przekazała. Wtedy jestem zła na mamę, mniej na siebie. To nas ratuje. Mechanizm obronny polegający na obwinianiu należy do najczęstszych. Wzięcie na siebie odpowiedzialności jest miarą wielkiej dojrzałości, do której niektórzy dorastają, a inni nigdy nie dorosną, do końca życia będą palcami pokazywać innych, nie siebie. Gdy kogoś obwiniam, to ten ktoś myśli odruchowo: może coś złego zrobiłam? Poczucie winy staje się wymienną walutą. Osoba, która czuje się winna, zaczyna wynagradzać, ta, która obwinia, ma taryfę ulgową. To jest bardzo prosty, wręcz prymitywny mechanizm dodawania sobie poczucia ważności. A dlaczego mama? Bo jest najbliższa, obdarza nas w idealnym świecie wielką miłością, a wtedy czujemy się bezkarni, bo jak ktoś mnie kocha, to mi wszystko wybaczy. Nawet ojciec jest przeważnie osobą o większym dystansie do dzieci, by sobie na to nie pozwolił. Do tego dochodzi model matki Polki, która się wyrzeknie sama siebie, ząb jej się złamie, ale go sobie nie wstawi, za to kupi synowi trzecie spodnie. Nie ma czasu dla siebie, zaniedbuje się, a dziecko to wykorzystuje. A potem do tego wszystkiego jeszcze jej nie lubi, zamiast mieć dozgonną wdzięczność. Bo nie lubimy tych, którzy tak nam się poddają. Nie szanujemy ich. Tak, ale tu muszę zrobić wykrzyknik. Nie szanujemy, bo oni sami siebie nie szanują. Gdyby mama się szanowała, to by powiedziała: synku, na następne spodnie to sobie sam zarobisz. Mądra mama, która się szanuje, tak robi. Nie można powiedzieć, że to jest wina okropnych dzieci, bo dziecko w ogóle nie wie, na czym polega życie. Nie zna etyki, wartości, głębi, sensu, emocji. Uczy się tego, co wypróbowuje i może. Zresztą to rodzice uczą dzieci. Te, które się nauczyły być wymagające i bezwzględne, nauczyły się tego od rodziców. Tylko, że to dotyczy dzieci. Ale gdy przychodzi do mnie do gabinetu ktoś, kto ma 25-30 lat, to ja inaczej patrzę, mogę stawiać wymagania, oczekiwać odpowiedzialności. Wielu psychoterapeutów mówi, że całe nasze dorosłe życie zależy od dzieciństwa. Jak ktoś się bardzo tym przejmie, to potem na tym jedzie, to jest przepustka do nieodpowiedzialności. Tym mamom się jeździ po grobach, nawet nie po głowach, bo one już często nie żyją. Kiedy słyszę, że ktoś mówi: krzyczę na dzieci, bo moja mama na mnie krzyczała, to wtedy mówię: proszę wyjąć dowód i spojrzeć na PESEL. Ma pani więcej niż 13,14 lat, to po co się pani tak kurczowo trzyma czegoś, co było okropne, po co w tym tkwić? Ale brak odpowiedzialności jest prostszy i bardziej wygodny. Tak, ale jest też bardzo krzywdzący. Jeżeli sama nie wezmę odpowiedzialności za to, jak moje życie wygląda, to kto mi je urządzi? To ja się skazuję, że jak coś mi się nie podoba, to tego nie zmienię, bo rządzi PiS, bo były zabory, bo mąż pije. Wygoda polega na tym, że zastygamy. Mam 81 lat, czasem mnie ludzie pytają, jaka jest tajemnica młodości. Mówię wtedy: jedna jedyna sprawa: młodzi się uczą. Starzy się już nie uczą. Ja znam starych, którzy mają po 20 lat i mówią: bo ja już taka jestem. To obwinianie to jest zastyganie w pozycji, która jest niewygodna, krzywdząca, ale ktoś jest winien, więc ja mam uzasadnienie, żeby swoje życie zmarnować, bo ktoś czegoś nie umiał. Druga sprawa jest taka, że wielu rodziców nie ma kompetencji rodzicielskich. Dlaczego? Bo one pochodzą w większości z własnych doświadczeń. Jeśli mama odnosi się do mnie w sposób krzywdzący, można z dużym, prawie 100-procentowym prawdopodobieństwem powiedzieć, że ona się tego nauczyła od swojej mamy. Była kiedyś konferencja o świetnym tytule: Bici biją. I to jest reguła. Ten, kto ciebie skrzywdził, najpewniej też był skrzywdzony. Czasem mama jest jakaś, wiec dziecko mówi: ja będę inna. Ale nie zawsze wybiera lepiej, czasem to idzie w drugą, wręcz skrajną stronę. Poza tym ocena rodzica przez dziecko jest zawsze arbitralna. Ale najgorsze to mieć żal, tak jak gdyby rodzice wiedzieli, co zrobić, a specjalnie zrobili źle. Z wyjątkiem jakiegoś promila, większość ludzi daje dziecku to, co ma. Nie możesz dać tego, czego nie masz. Jeśli więc masz dać miłość, musisz być kochana, wiedzieć, jak się czuje tę miłość. Jeśli matka jest zalękniona, mąż źle ją traktuje, to ona nie dysponuje tym, co jest dla dziecka najważniejsze: troską, czułością, uwagą, ciepłem. Bycie matką to jest luksus, na jaki nie każda kobieta umie się zdobyć, żeby odrzucić wszystko i po prostu cieszyć się dzieckiem. Wiele matek wpada wręcz w błędne koło własnych ambicji, że przecież od dziecka trzeba wymagać, trzeba je kształcić. Dzieci są od najmłodszego programowane na ludzi sukcesu, ale nie dostają tej czułości, wspólnie spędzonego czasu. I potem często mają do matek żal, choć przecież one chciały dla nich jak najlepiej. Kiedyś na zajęciach, w których uczestniczyłam, terapeuta powiedział jedną rzecz: rodzic, ojciec czy matka ma do dyspozycji największy dar, jaki można dziecku dać. To jedna rzecz, którą powinno się robić zawsze, bez wyjątku. Gdy dziecko wchodzi do pokoju, gdzie siedzi mama, to ona ma podnieść wzrok, spojrzeć na dziecko i się uśmiechnąć. Może nie mieć pieniędzy, być chora, ale ma dać dziecku uśmiech, który w mowie ludzkiej oznacza: ciesze się, że jesteś. A u nas ile razy dziecko widzi uśmiechniętą mamę? Przeważnie widzi zmarszczoną ze złości twarz i słyszy: przestań, zostaw to, znowu nie posprzątałeś. Z tego, jak mama to dziecko po szkole przyjmuje, ono wyciąga wnioski. Większość dzieci może więc wnioskować, że mama mnie nie lubi, przeszkadzam jej, denerwuje ją, miałaby fajniejsze życie, gdyby nie ja. Więc nie ma co się dziwić, że gdy może jej dowalić, to dowala, bo od początku buduje się animozja. Biologicznie dzieci szalenie długo potrzebują tego, żeby się przytulić właśnie do mamy. A o to wcale nie jest łatwo, jeśli ona jest ciągle zajęta. Potem taka mama przychodzi i mówi: córka ze mną nie rozmawia. Więc pytam: a jak było, jak była malutka? Gadała bez przerwy, nie mogłam się opędzić. No to się pani udało. Parę lat temu robiłam warsztaty dla mamy i taty, zgłaszały się młode osoby, które dopiero miały w planach dziecko, nowa generacja fantastycznych ludzi, którzy odczepili się od tych tradycji i sami chcą sobie życie ułożyć, którzy się uczą, poszukują. Oni wielu błędów nie popełnią, bo otwierają się na doświadczenie, w którym są kompletnie zieloni. Podobnie jest z rodzicami adopcyjnymi, którzy są dużo bardziej świadomi niż biologiczni, bo się przygotowują, chodzą na warsztaty, dużo się uczą na temat poczucia wartości, respektowania granic. A nie ma pani wrażenia, że dzisiejsi rodzice mogą zwariować od nadmiaru często sprzecznych informacji, jak najlepiej wychowywać dzieci? To, że są różne modele myślenia i wychowywania, jest dla mnie naturalne, bo dzieci i rodzice są zupełnie różni. Ktoś może być bardzo surowym rodzicem i nigdy nie skrzywdzi dziecka. A z kolei wesołek może dokuczać, poniżać, być niesłowny. Nie ma co porównywać, włoskie rodziny krzyczą na siebie i rzucają w siebie serwetkami, a kochają się najbardziej na świecie. Bergman w swoich filmach pokazywał surowe rodziny protestanckie, gdzie ojciec pastor jednym spojrzeniem ucisza dzieci. Ale są i takie, gdzie tata się kotłuje z dziećmi po podłodze, a mama chodzi nago po domu. Która rodzina jest lepsza? To zależy od temperamentu, stylu życia, celów, potrzeb. Nie ma jednego sztywnego modelu rodziny. Jedynym kryterium, które należy brać pod uwagę, jest empatia, czyli wczuwanie się w sytuację i emocje drugiej osoby, zwracanie uwagi, co innym robią nasze słowa i czyny. Tylko jeśli się tego nauczymy, mamy szansę mieć dobrą rodzinę. Dobra rodzina nie musi mieć basenu, kortów. To taka, gdzie bliscy wiedząc co cię boli, nigdy tego nie wykorzystają. W naprawieniu relacji może pomóc terapia rodzinna. Zdarza się, że dorosła córka z matką zgłaszają się do pani gabinetu? Nigdy. Jakby przyszły we dwie, to równie dobrze mogłyby pójść razem do kawiarni. Często przychodzi matka, która rozpacza, że nie ma kontaktu z wnukami, że dorosłe dziecko się odcięło. A jeszcze częściej córka, która narzeka na matkę, że nie może sobie ułożyć życia, bo miała taki okropny dom. Jeśli nie zatrzyma się procesu rozpamiętywania, to ta trauma będzie nam towarzyszyć do końca życia. Jeśli chcesz być ofiarą, proszę bardzo, ale gdy ci z tym źle, zrób coś. Napisałam kiedyś książkę "Aby wybaczyć". Z tym u nas kulturowo nie jest łatwo, wzmacniamy te patologiczne mechanizmy, lubimy się nakręcać, trzymać zadrę w sercu, powoływać się na tzw. honor. Komu to nie odpowiada, to to zmienia. Mamy dostęp do całego świata, jest mnóstwo książek, warsztatów, które mogą nam pomóc, ale wiele osób nie chce się wysilać, woli zakładać, że jest jak ma być. To kwestia wyboru, który ma każdy z nas. Pamiętam, jak kiedyś mój terapeuta powiedział mi takie zdanie: zawsze jesteś w tym miejscu, w którym chciałaś być. Myślałam wtedy, że mu oczy wydrapię, przecież wszystko jest zupełnie inaczej niż chciałam. Ale druga część tego zdania brzmiała: zawsze możesz to zmienić. Zamiast siedzieć i zachodzić w głowę, dlaczego tak się stało, zastanów się, co z tym zrobić.
Trzeźwość, uczciwość, godność - Wiktor Osiatyński Co zrobić by nie wrócić do picia? - MeszugeWalka z alkoholem z góry skazana jest na porażkę. Jeśli więc wiem, że przegram to nie wychodzę na ring - Tomasz Wołek Jak dziś piją kobiety? - Mika DuninWszystko co powinieneś wiedzieć o głodzie alkoholowym i nawrotach My Nałogowcy - Ewa Woydyłło Czy związek z osobą uzależnioną ma szansę przetrwać? - Maria ChmielewskaSekrety kobiet - Ewa WoydyłłoDamskie picie: kieliszek zamiast bliskości - Joanna Stryjczyk Wywiad z Małgorzatą Halber autorką książki: " Najgorszy człowiek na świecie” Warunki odzyskiwania trzeźwości - Ks. Marek DziewieckiAlkoholizm - problem w którym tkwi cała pułapce rozwoju choroby alkoholowejCo Anonimowi Alkoholicy robią żeby nie pić?Esperal - straszak, strażnik czy odroczenie zdrowienia? Powód zawsze się znajdzie...Ojcowie i alkohol Uzależnienia » Polecane artykuły » Ach, My Nałogowcy - Ewa Woydyłło ACH, MY NAŁOGOWCY - Ewa Woydyłło Nałogowcem jest po trosze każdy, bowiem sama Natura wyposażyła nas w zdolność (jeżeli wręcz nie w skłonność) do uzależnień. Kwestia tylko, na co i kiedy człowiek natrafi, co wypróbuje i wyćwiczy jako strategię pomocną w życiu. Kiedyś za nałogowca uważano kogoś, kto stacza się ku ruinie, dziś już nawet tego, kto powoduje jakiekolwiek przykre skutki dla siebie lub otoczenia. Kiedyś przypuszczano, że tylko ludzie o słabym charakterze padają ofiarą nałogów, dziś rozumiemy, że to nałóg uszkadza charakter, ale wystarczy, że uzależnione zachowanie zostanie skutecznie powstrzymane, a bezwolnych nałogowców zaczyna często cechować tytaniczna wola. I chociaż wciąż nie rozwiązano do końca wszystkich zagadek, jedno zdecydowanie się wyjaśniło, to mianowicie, że mechanizmy różnych uzależnień są uderzająco podobne. Z pomocą neurofizjologii, biologii molekularnej, farmakologii, psychologii i genetyki udało się już wyjść z największego gąszczu znaków zapytania i rzucić trochę światła na istotę tego złożonego fenomenu. W każdym razie, kto śledzi odkrycia w tych dziedzinach już nie powie, że alkoholik czy narkoman "sam jest sobie winien". Bo też i nie jest, skoro do uzależnień przyczyniają się uwarunkowania psychologiczne, społeczne, dziedziczne, fizjologiczne, kulturowe (chyba w sumie łatwiej byłoby wymienić, jakie nie). A wszystko, powiadają uczeni, zawdzięczamy budowie naszego mózgu, zwłaszcza regulatorom obwodów władających doznaniami przyjemności, ulgi, ekstazy. Uzależnienia są dość naturalnym rezultatem naszej neurobiologii i jej interakcji z pewnymi bodźcami. Każdy lubi uczucia "luzu" i "haju" na tej samej zasadzie, na jakiej każdy lubi smaczne jedzenie czy orgazm. A substancja lub zachowanie, od którego się uzależniamy, dostarcza podobnego uczucia i dopiero w drugiej kolejności powoduje szkody i straty. Z czasem straty są coraz większe, ale osoba uzależniona nie może już odmówić sobie tego, co dostarcza jej przyjemności. Minimalizuje więc konsekwencje, okłamując przede wszystkim siebie. A jednocześnie stara się przerzucić najgorsze konsekwencje na innych, zwłaszcza najbliższych. Alkohol zwalnia hamulce i dodaje animuszu, więc nieśmiali (lub po prostu niedoświadczeni i niewyrobieni) łatwo wciągają się w nawykowe picie, skąd tylko krok do nałogu. Góra łapczywie zjedzonego spaghetti "pomaga" poradzić sobie z nie wyrażonym uczuciami i niepokojem. Człowiek z kompleksem niższości, lękający się odrzucenia, znajduje potwierdzenie samego siebie w nieokiełznanym seksie. Ktoś, komu wmawiano, że jest niewiele wart, często będzie pracował dzień i noc usiłując udowodnić, że jest inaczej. Od czasu, gdy zaczęto rozumieć te mechanizmy, a zwłaszcza gdy dostrzeżono wieloprzyczynowość uzależnień, ich lista się wydłużyła. Nagle zauważono, że nie tylko nadużywanie alkoholu czy innych "substancji zmieniających nastrój" (np. kawy, herbaty, papierosów, czekolady) może wejść w szkodliwy nawyk, czyli nałóg, lecz że podobnie niedobrym nawykiem może się stać jedzenie, seks, hazard, zakupy, sport, stosowanie przemocy albo poddawanie się jej, dbanie o czystość lub własny wygląd, a nawet religijność i praca. Najdalej zaszli w tych analogiach Amerykanie, którzy miarę uzależnienia zaczęli ostatnio przekładać - i pasuje jak ulał! - nawet do przestępczości. Rozumują tak: " Jeżeli ktoś się wciągnie w proceder kryminalny, to - niezależnie od tego co było pierwotną przyczyną - trudniej mu zaprzestać niż brnąć dalej mimo coraz gorszych konsekwencji. U kryminalisty, jak u alkoholika czy narkomana, zaczynają dochodzić do głosu różne mniej lub bardziej wyrafinowane mechanizmy obronne: zaprzeczanie ("nie mam żadnego problemu"), racjonalizacja ("każdy by...gdyby tak jak ja..."), obwinianie ("to nie moja wina, przecież inaczej nie da się żyć"), minimalizacja ("inni jeszcze więcej, ja tylko...")." Prawda, że pasuje i do złodzieja i do alkoholika? Co ciekawsze, pasuje też do tego, kto notorycznie zdradza żonę albo czwarty raz się rozwodzi, szukając wciąż nowych partnerów. Takich zresztą też w Ameryce przebadano i stwierdzono, że chemia mózgu w stanie erotycznego zakochania do złudzenia przypomina to, co dzieje się po zażyciu morfiny lub amfetaminy. Antropolog dr Helen Fisher z Waszyngtonu powiada, że fakt, iż tyle ludzi w ogóle potrafi żyć w związkach monogamicznych, jest absolutnym "triumfem kultury nad naturą". Możliwe, ale w końcu czymś od zwierząt wypada się różnić. A właśnie uzależnienia tę różnicę niwelują, niekiedy w sposób drastyczny. Oprócz "odnałogowych" chorób i uszkodzeń różnych organów oraz destrukcyjnych zachowań związanych pośrednio i bezpośrednio z nałogami, najcięższym ich skutkiem jest zahamowanie rozwoju emocjonalnego i duchowego człowieka, innymi słowy , zahamowanie procesu osiągania kolejnych etapów dojrzałości. SPIRALA W uzależnieniu tkwi bowiem pułapka. Droga przez życie niebezpiecznie zaczyna się zawężać, zamiast się rozszerzać i rozgałęziać w wyniku nowych doświadczeń. Człowiek uzależniony zatrzaskuje się w labiryncie bez wyjścia. Zaczyna się kusząco i niewinnie: oto przypadkiem odkrywam sposób na ulepszenie mojego życia. Hazard zastępuje miłość; pełna lodówka staje się towarzyszem życia osoby cierpiącej na samotność, skręt z marychy staje się przepustką do grupy rówieśniczej. "Sposób" spełnia oczekiwania, więc coraz więcej go pragnę, ale im więcej tego "sposobu", tym większe pragnienie, a mniejsze spełnienie i w którymś momencie kółko się zamyka. Kiedy jeszcze dojdą przykre skutki tego nadużywania, to mam podwójną robotę: już nie tylko pragnę poczuć się lepiej, tak jak na początku, ale teraz najpierw muszę usunąć te przykre i bolesne skutki. Klin na kaca; onanizm, by poradzić sobie z zazdrością spowodowaną własną zdradą; jeszcze jeden pokerek, żeby się odegrać, itp. Kółko zamyka się podwójnie, a raczej zmienia w spiralę, która gdzieś na końcu prowadzi już tylko do ślepego zaułka, a wtedy jedynym wyjściem jest skończyć z tym wszystkim, jakkolwiek, byle już nie cierpieć. Ponieważ scenariusz ten, w mniej lub bardziej dramatycznych odcieniach, może się zdarzyć w przypadku każdego uzależnienia, nawet, z pozoru tak niewinnego jak nikotynizm czy pracoholizm, powstało zapotrzebowanie na odpowiednie metody pomocy terapeutycznej. Medycyna, mając do dyspozycji jedynie antikol i esparal dla alkoholików i metadon dla heroinistów, właściwie okazuje się bezradna; do głosu doszli więc terapeuci wyszkoleni w technikach opartych nie na farmakoterapii lecz na alternatywnych metodach leczenia ciała i duszy, niekiedy trącących szarlatanerią, ale częściej po prostu nienaukowością. To jednak nieważne, skoro pomagają tylu nieszczęśnikom odzyskiwać zdrowie, zdolność do rozwoju, odrodzenie uczuć wyższych i samorealizacji. POLUBIĆ SIEBIE Leczenie uzależnień jest piękne. Oparte jest na miłości i prawdzie, akceptacji i wspólnocie ludzkich doświadczeń. Terapeuci różnią się od pacjentów głównie tym, że sami w tym miejscu już kiedyś byli i poszli troszeczkę naprzód, i to niezależnie od tego, jaki był ich "problem". Mogli się nie upijać, tylko palić papierosy; mogli za bardzo kogoś kochać, tak że przyniosło to im nieszczęście i zniewolenie. W terapii uzależnień nie ma lepszych i gorszych. Tam wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Uczyłam się tego w Ameryce począwszy od studiów psychologii, na których miałam aż sześć osobnych przedmiotów związanych z uzależnieniami, potem na stażach niezbędnych do uzyskania magisterium i specjalizacji "terapeuty uzależnień", a następnie, już na własną rękę, w letnich szkołach, na kursach, seminariach oraz po porostu pracując i odbywając praktyki w ośrodkach leczenia uzależnień: Hazelden, Cornerstone, Caron, Smithers, Heritage Health, Glendale, a jest w USA takich klinik kilka tysięcy. Oczywiście nie są identyczne, niemal każda ma swoją specyfikę i sławę, ulubioną klientelę i swój "przechył filozoficzny". *Do Betty Ford Center w Południowej Kalifornii jeżdżą gwiazdy; * w Ashley dyrektorem jest ksiądz alkoholik, trzeźwy od kilkudziesięciu lat; *w Glendale na Florydzie 50% personelu to psychiatrzy, a spośród nich blisko 100% spotyka się na własnym , rzec by można, "zakładowym" mityngu Anonimowych Alkoholików; * High Watch słynie z tego, że w ogóle nie ma na etacie żadnego psychologa, a leczą jeden drugiego sami alkoholicy posługując się jedynie programem AA. W tej mieszance rozmaitości, mnie osobiści zachwycił program Sierra Tucson, ośrodka położonego w pustynnej oazie, otoczonej dwoma pasmami gór na południu Arizony. Na specjalnie wytyczonej ścieżce o nazwie Serenity Trail - Szlak Pogody Ducha - spotkałam 40-letnią alkoholiczkę Jo-Anne, leczącą się z anoreksji nastolatkę Tandy i bardzo przystojnego Boba, który przyjechał pod naciskiem żony, grożącej mu rozwodem, jeżeli nie przestanie przesiadywać w pornokinach i chodzić do domów publicznych. I wiele innych. W Sierra Tucson leczą bowiem wszystkie uzależnienia. Nie oszczędzają też praktykantów; w ciągu pierwszego tygodnia "obserwacyjnego" każdy dostaje diagnozę. Również gdy ktoś nie chce, a raczej przede wszystkim wtedy, na pewno mu coś wynajdą; a to, że tak silnie walczy ze sobą, żeby się od niczego nie uzależnić, że grozi mu uzależnienie od niezależności. U mnie rozpoznano cztery uzależnienia, ale gdy już-już miałam się załamać, pospieszono z gratulacjami, że ktoś tak "wolny" zdarzył im się dawno temu. David Mitchell, terapeuta prowadzący zajęcia w grupie, w której się znalazłam, tłumaczył mi, że: "nieważne co się leczy; każdego trzeba tak samo nauczyć, żeby siebie polubił takiego jakim jest. Żeby uwierzył, że fakt, iż mamusia, tatuś i inni ważni ludzie ciągle go krytykowali i usiłowali przerobić, wpasować inny moduł, naprawić, żeby był lepszy niż jest." Ewa Woydyłło
Polskie Centrum Terapii w UK (Birmingham, West Midlands) 2016-06-10 Spotkania z Ewą Woydyłło w Birmingham Serdecznie zapraszamy wszystkich zainteresowanych na niesamowite wydarzenie jakim będą spotkania z Panią Ewą w naszym mieście w dniach 20 i 21 czerwca 2016. – SPRAWY KOBIET kobiecość, związki, współuzależnienie -TABLETKA CZY TERAPIA leczenie depresji, stanów lękowych, wzmacnianie poczucia wartości Wykłady odbędą się w godzinach popołudniowych od 18:00 do 21:00 Wstęp wolny Dołącz do wydarzenia na Facebooku: Adres i mapka na dole strony Kilka słów o Pani Ewie jeżeli ktoś nie zna Ewa Woydyłło-Osiatyńska jest doktorem psychologii i jednym z największych autorytetów w terapii uzależnień w Polsce i na Świecie. Jest autorką kilkunastu książek i poradników między innymi: “Sekrety kobiet”, “Buty szczęścia” czy “Podnieś głowę”. Często występuję w programach telewizyjnych a jej wykłady przyciągają rzesze ludzi. Uczy coachingu zdrowia w studium podyplomowym w Collegium Civitas. W Fundacji Batorego od 20 lat szkoli specjalistów terapii uzależnień w Rosji, Azji Centralnej i Europie Wschodniej. Laureatka Medalu św. Jerzego, Nagrody Teofrasta oraz wyróżnień prezydenckich. Posiada certyfikaty państwowe w dziedzinie terapii uzależnień i superwizji terapeutycznej. Międzynarodowa konsultantka w dziedzinie zdrowego miejsca pracy (Employee Assistance Program). Więcej o Pani Ewie można przeczytać w Wikipedii: Kilka wybranych filmów z Youtube. Adres wydarzenia: “Centrala” Unit 4, Minerva Works, 158 Fazeley Street, B5 5RT Birmingham Kilka minut od Polish Millenium House (sąsiednia ulica) Konsultacje indywidualne Zapraszamy również na indywidualne konsultacje z Panią Ewą w dniach 21 i 22 czerwca w Polskim Centrum Terapii. Koszt konsultacji jest symboliczny i wynosi 10 funtów za 30 minut lub 20 funtów za godzinę. Aby umówić się na indywidualne konsultacje należy skontaktować się z Centrum Terapii pod numerem telefonu: 07512 707 701 lub skorzystać z zakładki “Umów wizytę” Ilość miejsc ograniczona Oficjalny plakat (pobierz i zamieść u siebie na Facebooku czy stronie):
Doktor psychologii i terapeutka uzależnień. Specjalistka od rozwiązywania problemów i szukania drogi wyjścia z kryzysów. Ewa Woydyłło-Osiatyńska w rozmowie z Beatą Nowicką opowiada o sprężystości emocjonalnej, wojnie, strachu, pomaganiu, wstydzie, Kainie i Ablu, a przede wszystkim o sile kobiet! Beata Nowicka: Wisława Szymborska pisała: „Nie ma pytań pilniejszych od pytań naiwnych”. Więc pytam: jak żyć? „Jak żyć?” jest bardzo ważnym pytaniem. Każdy powinien je sobie zadać i niektórzy to robią. Odpowiedź brzmi: „Dobrze”. A jak dobrze żyć? Zacznę od przypowiastki. Pewnego razu wydawnictwo, z którym współpracuję od lat, przysłało mi pocztą egzemplarze mojej nowej książki. Rozpakowałam paczkę zachwycona, patrzę na piękną okładkę, tytuł i… konsternacja: „Woydyłło, ściągnęłaś to z czegoś”. Mówię do męża, który siedział obok mnie: „Z czego ja wzięłam ten tytuł?”. A mąż na to: „Dopiero teraz się zorientowałaś? Przecież ty już raz napisałaś taką książkę”. Byłam zdumiona. Okazało się, że 15 lat wcześniej w Instytucie Psychiatrii, gdzie byłam terapeutką uzależnień na oddziale odwykowym, nasz dział wydawniczy publikował moje małe książeczki, które pisałam dla pacjentów, ich rodzin i innych terapeutów. Tytuł mojej nowej książki brzmiał: „W zgodzie ze sobą”, a poprzedniej „Zgoda na siebie”. Nie był to przypadek. I teraz wracam do pytania – jak dobrze żyć? W zgodzie ze sobą? Właśnie! Oczywiście to jest wytrych. Do bardziej skomplikowanych ludzkich systemów nie będzie pasował, ale ten wytrych ma uniwersalne znaczenie. Masz być w zgodzie ze sobą, a jednocześnie tak postępować, aby nikt przez ciebie nie płakał. Wtedy człowiek żyje dobrze i jest szczęśliwy. Przykładem jest pani Henia, która pomaga mi w domu. Jej osobowość, rodzina, praca, jej stosunek do świata jest pełen ciepła i optymizmu. Nie chodzi o to, że ona jest codziennie w euforii czy ekstazie. Ona nawet nie chodzi do kościoła, więc to nie jest też kwestia życia duchowego. Po prostu tchnie od niej pogoda ducha. Jest superbabą, która stoi na dwóch mocnych nogach na ziemi i… czyni dobro. A jak się pomyli, to mówi przepraszam i dwa razy posprząta bez zapłaty. Umie wybrnąć z trudnych sytuacji. To się nazywa mądrość, dojrzałość, pogoda ducha i jest dostępne dla każdego. Nie ma na świecie istoty, która nie mogłaby tego urzeczywistnić. Czytaj także: Doktor Tomasz Rożek o groźbie wybuchu wojny atomowej i katastrofie klimatycznej Fot. Olga Majrowska Ewa Woydyłło-Osiatyńska w sesji dla „VIVY!”, kwiecień 2022 To ważne słowa, szczególnie teraz. Za nami dwa lata pandemii, wojna… Bądźmy realistami, my jeszcze nie wiemy, czy pandemia się skończyła. Epidemiolodzy i wirusolodzy mówią, że odrodzi się w innej formie, bo wirus skorzysta z tego, że takie kraje jak Polska odpuściły całkowicie. Wczoraj byłam w teatrze, jechałam metrem, wchodziłam do sklepów, nikt nie przestrzega żadnych rygorów, bo rząd je zniósł, ale ludzie kaszlą, kichają i nawet między sobą mówią: „Tak źle się czuję, że jutro chyba nie pójdę do pracy”. Testów nikt nie robi. Polak jest cwany, nie pójdzie przetestować się na własny koszt, jak nie musi, a nawet jak musiał, to nie szedł. A wirus sobie myśli: „Oni odpuścili, to ja się rozwinę i wypróbuję kilka nowych wariantów”. No więc mamy pandemię, do tego wybuchła wojna, żyjemy w nowej, upiornej rzeczywistości… …i płaczemy za światem, który w jakimś sensie się skończył. Niektórzy porównują to z 1939 rokiem. Pierwszą rzeczą, którą ludzie czują, jest przerażenie. To zupełnie normalne. Całą naszą wyobraźnię wypełniają wojenne obrazy znane z filmów. To, co dzieje się teraz, zdarza się po raz pierwszy w życiu trzech pokoleń. Poza tym jeszcze nie wiemy, w którą stronę rozwinie się sytuacja. Nikt tego nie wie. To też budzi lęk. Ale w ’39 było inaczej, Polska była sama. Już to mówiłam, ale powtórzę: jakie to niesamowite szczęście w tym potwornym nieszczęściu, że Putin napadł na Ukrainę w lutym. Gdyby poczekał 4–6 miesięcy, być może Polski nie byłoby już w Unii ani w NATO. A tu nagle ten sam rząd został przyjacielem Unii i prezydenta Bidena. Geografii nie zmieniliśmy, ale mamy sojuszników. To jest ważne. Czytaj także: Anja Rubik: „Okrucieństwo i brak człowieczeństwa są nie do opisania słowami. Świat powinien stanąć” Fot. Olga Majrowska Ewa Woydyłło-Osiatyńska w sesji dla „VIVY!”, kwiecień 2022 Mimo wszystko większość z nas czuje lęk i strach. W terminologii psychologicznej to dwa odmienne stany emocjonalne. Lęk ma nieokreśloną przyczynę, to stan, który nie wskazuje palcem zagrożenia. Strach jest gwałtowną reakcją na bezpośrednie niebezpieczeństwo. Strach jest ucieleśniony, lęk rozproszony. Taka jest definicja psychiatryczna. Ja z kolei jestem lingwistką z pasji, mówię obrazowo i używam wymiennie: obawa, trwoga, terror, strach, przerażenie, lęk, niepokój. Musimy się z tym zmierzyć, nie ma innego wyjścia. To od nas zależy, czy te myśli dopuścimy, czy powiemy: „Przepraszam, pomyłka”. Wczoraj zadzwoniła do mnie jakaś pani z prośbą o wywiad. Zapytałam, o czym, i usłyszałam: „Jak kobiety mają przetrwać ten straszny czas i w ogóle o tym nie myśleć”. Zaniemówiłam. I odmówiłam, bo to jest najgorsza rzecz, jaką można zrobić. Filozofia strusia, czyli robienia wszystkiego, żeby nie widzieć, co się dokoła dzieje. Nie! Trzeba się interesować, codziennie oglądać wiadomości, kupować gazety, czytać. Ja oglądam CNN, TVN24, BBC i rosyjskie Nowosti. Chcę wiedzieć. Wolę być oświecona niż nieoświecona! To, że widzisz i rozumiesz, nie znaczy, że musisz czuć się bardziej zgnębiony. Bo chłodny ogląd pozwala oswoić lęk? Oczywiście. Nie ma lepszego sposobu, jak posługiwać się rozumem, umysłem, szarymi komórkami. Ale każdy z nas ma swoją „sprężystość emocjonalną”, czyli rezyliencję. To jest termin, który pochodzi z fizyki ciał stałych i dotyczy wytrzymałości na odgięcie. Jak weźmiesz piłkę i rzucisz ją na ziemię, to jedna odbije się i wróci do ciebie, a druga klapnie i tam zostanie. Rezyliencja, czyli zdolność odbicia się od uderzenia, ciosu, ataku. To już widać u dzieci. Od czego zależy? Tu kłania się ludzka natura, wychowanie, doświadczenia, wcześniejsze ciężkie przeżycia. Jeden człowiek w pandemii przesłuchał wszystkie płyty, jakie zgromadził w domu, bo wcześniej nie miał na to czasu. Po 20 razy puszczał „Miłość ci wszystko wybaczy” czy V symfonię Mahlera i się zachwycał. Drugi natomiast siedział przy oknie, gryzł paznokcie i rozpaczał, że nie może wyjść z domu. Na lęk i strach można głaskać, przytulać, kupić pół litra i w ogóle przestać myśleć. Można najeść się słodyczy i rozluźnić się, a potem wymiotować, to też zajmuje uwagę i przestajesz martwić się tym, co za oknem. Ale można też uruchomić płaty czołowe i skroniowe. Nie jesteś amebą. Reagujesz. Gdy wybuchła wojna, wielu pomknęło na granicę i zaczęło wozić uchodźców po całej Polsce, szukać im mieszkań, lekarstw, jedzenia. Dobrze jest być gotowym na jakąś formę poświęcenia, bo to skutecznie osłoni nas przed strachem. Podobno Ikea przez 20 lat nie sprzedała tyle piętrowych łóżek, ile w ciągu ostatniego miesiąca. Polska popędziła na ratunek. Pełny wywiad z Ewą Woydyłło-Osiatyńską przeczytasz w najnowszym numerze magazynu „VIVA!”, dostępnym na rynku od czwartku 21 kwietnia 2022 roku Czytaj także: Anna Dereszowska ma ekologiczny dom na Mazurach! Pokazała nam wnętrza Fot. Mateusz Stankiewicz/SameSame
dr ewa woydyłło osiatyńska