8. sezon „Gry o tron” to tylko kolejny ewidentny przykład. Wielkie wytwórnie i stacje telewizyjne mają gdzieś zdanie widzów na temat tego czy tamtego bohatera. Liczą się tylko pieniądze wpłacane przez fanów, ale nie ich opinie czy pomysły.
Na liście znajdują się opinie, które zostały zweryfikowane (potwierdzone zakupem) i oznaczone są one zielonym znakiem Zaufanych Opinii. Opinie niezweryfikowane nie posiadają wskazanego oznaczenia. Zobacz jakie opinie mają użytkownicy o produkcie Gra o tron sezon 1 (DVD) i jak oceniają go pod kątem jakości wykonania, ceny i wyglądu.
Forum, dyskusje, opinie - Sezon 1 serialu Gra o tron (2011) - Adaptacja sagi George'a R.R. Martina. W królestwie Westeros walka o władzę, spiski oraz zbrodnie są na porządku dziennym.
Mamy wrażenie, że niektórych postaci długo już nie pooglądamy, ale przede wszystkim ta scena pojednania ludzi, których dzieli historia, ale zamiast nienawiści dostajemy przebaczenie. Coś pięknego. Gra o tron (2011) s08e02 A Knight of the Seven Kingdoms (2019) - Sprawdź informację o tym odcinku: obsada, twórcy, galeria i forum odcinka.
Gdzie tam Grze o Tron do takich seriali jak Sopranos, Breaking Bad, The Wire, Boardwalk Empire, Band of Brothers - seriali kompletnych(choć Boardwwalk Empire miał też słabszy sezon, ale to nie była kompromitacja jak w Grze o Tron), które wciąż mają fanów i wciąż produkowane są chociażby na youtubie filmiki na temat tych seriali
Niedawno zakończył się trzeci sezon popularnego serialu HBO „Gra o Tron”, którego fani niepokoją się o malejącą w szybkim tempie liczbę bohaterów. Serial jest adaptacją serii powieści fantasy George’a R.R. Martina Pieśń lodu i ognia, która stała się inspiracją dla komentarzy wszelkiego rodzaju - z książek tych można
Gra o tron (2011) s08e06 The Iron Throne (2019) - Sprawdź informację o tym odcinku: obsada, twórcy, galeria i forum odcinka. Sezon 8, Odcinek 6. Lista
jEj5. "Gra o tron" oberwała za ostatnie sezony właściwie od każdego, kto żyw i lubi fantastykę. Mimo to, na liście najlepiej ocenianych produkcji tego typu w historii wciąż nikt nie zdołał pobić serii HBO. Można odnieść wrażenie, że najlepsze seriale fantasy jakby zatrzymały się na innej epoce. Znajdziemy tu ponadto znacznie więcej animacji takich jak "Death Note" i "Arcane" niż aktorskich ostatnim czasie można odnieść wrażenie, że wszystkie najlepsze seriale fantasy należą już do bardzo odległej przeszłości. "Władca Pierścieni" i "Gra o tron" wydawały się zwiastunem pięknych czasów dla gatunku, ale zarysowana przez nich obietnica nie spełniła się. Zrobić świetne fantasy jest po prostu diabelnie trudno i od lat prawie nikomu się to nie udało. Gdy patrzymy zaś na nadchodzące seriale takie jak "Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy" czy "Wiedźmin: Rodowód krwi", to niełatwo patrzeć z optymizmem w przyszłość. Najlepsze seriale fantasy w historii - ranking TOP: Dlatego w sumie może dobrze, że przy okazji poniższego rankingu przyjrzymy się ostatnim kilkudziesięciu latom gatunku. Jakie seriale fantasy zostały w pamięci widzów? Dlaczego "Gra o tron" nadal dominuje, choć tyle osób zdaje się jej obecnie nie cierpieć? Czemu większość najwyżej ocenianych tytułów z tego gatunku to animacje? Wszystkie te pytania brzmią naprawdę interesująco i nie mają tak do końca jednoznacznych większej jasności warto zresztą wytłumaczyć, w jaki sposób powstał nasz top. Znajdziecie w nim tylko i wyłącznie produkcje, które zostały oznaczone jako "fantasy" na obu popularnych agregatorach ocen. Średnia wyliczona przez Filmweb i ta widoczna na IMDb zostały następnie połączone w jedną. Aby ranking zachował pełnię powagi, pod uwagę brałem seriale, które na Filmwebie oceniło ponad 5 tys. osób a na IMDb ponad 8 22-12 (połączona średnia z portali Filmweb i IMDb): Amerykańscy bogowie - Średnia: 7,6Grimm - Średnia: 7,65Czysta krew - Średnia: 7,65Przygody Merlina - Średnia: 7,65Pamiętniki wampirów - Średnia: 7,7Umbrella Academy - Średnia: 7,7Spongebob Kanciastoporty - Średnia: 7,7Wiedźmin - Średnia: 7,75Pozostawieni - Średnia: 7,85Loki - Średnia: 7,95Lucyfer - Średnia: 8 11. The Originals Horror i fantasy to dwa gatunki, które przenikają się wyjątkowo często. Wiele osób nie do końca uznaje jednak opowieści takie jak "The Originals" za fantastykę. Co też siłą rzeczy ograniczyło ich szanse w tym rankingu. Nadawana w latach 2013-2018 produkcja stacji The CW opowiada o Klausie, najstarszym wampirze na świecie i jego rodzeństwie. Grupa przybywa do stworzonego przez nich wiele wieków wcześniej Nowego Orleanu i rozpoczyna walkę o władzę w mieście. Co ciekawe, "The Originals" jest jednym z najlepiej ocenianych spin-offów w historii. Jego fabuła jest bowiem pośrednio powiązana z inną popularną serią pt. "Pamiętniki wampirów".Średnia: 8,1 10. Naruto "Naruto" to najprawdopodobniej najpopularniejsze anime w historii zaraz po "Dragon Ball Z". Produkcja opowiada historię tytułowego chłopaka, który pragnie zostać ninją i bronić swojej wioski. Młodzieniec osiąga swój cel i rozpoczyna zupełnie nowy rozdział w swoim życiu. Nie wie jeszcze, że życie ninjy jest zdecydowanie trudniejsze, niż sądził. A na świecie nie brak wojowników tak potężnych i bezwzględnych, że zwykli ludzie nie mogą się z nimi mierzyć. Komiks Masashiego Kishimoto zachwycił miliony widzów, a późniejsze anime niemal własnoręcznie doprowadziło do globalnego boomu na japońskie 8,15 9. Carnivale Trwający dwa sezony serial "Carnivale" jest jednym ze starszych na tej liście (nadawano go w latach 2003-2005) i można odnieść wrażenie, że świat trochę już o nim zapomniał. Produkcja rozgrywa się w czasach Wielkiej Depresji w Stanach Zjednoczonych i opowiada o grze między przedstawicielami Nieba i Piekła. Zupełnie niespodziewanie w ten pojedynek wmieszani zostają pewien chłopiec z farmy w Oklahomie i charyzmatyczny pastor. Osoby, które nie miały wcześniej okazji zapoznać się z "Carnivale", mogą to zrobić za sprawą usługi HBO 8,2 8. Naruto: Shippuden "Naruto" bezsprzecznie był najpopularniejszą mangą i anime swojej generacji. Nawet w tempie jednego rozdziału na tydzień Masashi Kishimoto nie miał jednak szans na tyle wyprzedzić serialu, by ten mógł bez przeszkód podążać wytyczoną przez komiks ścieżką. A to oznaczało konieczność wyprodukowania olbrzymiej liczby tzw. filleru, czyli niekanonicznych odcinków rozgrywających się poza głównym wątkiem. Widzów animacji czekał zresztą na tyle długi rozbrat z prawdziwą historią tytułowego bohatera (odcinki od 136 do 219 to fillery), że zdecydowano o zrobieniu de facto osobnej produkcji."Naruto: Shippuden" wraca do bohaterów po dwóch i pół roku przerwy. Główny wątek kręci się wokół prób uratowania Sasuke i sprowadzenia go z powrotem do Wioski Ukrytej w Liściach. Bardziej istotna staje się też przestępcza organizacja Akatsuki, która poluje na ninjów mających w sobie zapieczętowaną moc ogoniastych bestii. Takich jak właśnie 8,4 7. One Piece "One Piece" to ostatni z tytułów Wielkiej Trójki magazynu "Shonen Jump", którego historia wciąż trwa. Dość powiedzieć, że samo anime, które przecież nie obejmuje jeszcze całej opowieści z komiksów, doczekało się już ponad tysiąca odcinków. Wejście w ten świat po tylu latach nie jest więc czymś łatwym, ale nie brakuje osób podejmujących wyzwanie. Przede wszystkim dlatego, że ta rozgrywająca się w niesamowitym i fantastycznym świecie piracka opowieść ma w sobie olbrzymią dawkę humoru, wzruszeń i ekscytujących 8,5 6. Death Note "Death Note" (przedstawiany też niekiedy ze spolszczonym tytułem "Notatnik śmierci") opowiada historię genialnego licealisty Lighta Yagamiego. Chłopak natrafia na tytułowy notatnik, który zapewnia mu moc boga śmierci, o ile tylko pozna prawdziwe imię i nazwisko swojej ofiar. Yagami postanawia wykorzystać ją do stworzenia idealnego świata, gdzie nie będzie więcej zbrodni i występku. Na jego drodze staje jednak genialny detektyw znany tylko pod pseudonimem 8,65 5. Shingeki no Kyojin "Atak Tytanów" zadebiutował w 2013 roku, więc nieco później niż najpopularniejsze na Zachodzie japońskie fantasy. Doczekał się jednak sławy porównywalnej do tej, jaką cieszyły się "Bleach", "Naruto" czy "Fairy Tail". "Shingeki no Kyojin" rozgrywa się w brutalnym i nieprzyjaznym świecie, gdzie ludzie stali się niczym więcej jak pożywieniem dla krwiożerczych Tytanów. Głównym bohaterem serii jest młodych chłopak imieniem Eren, który żyje w podobno ostatniej ludzkiej cywilizacji skrytej za trzema potężnymi 8,7 4. Fullmetal Alchemist: Brotherhood Nikogo nie powinno raczej dziwić, że "Fullmetal Alchemist: Brotherhood" jest najlepiej ocenianym anime fantasy w historii. Bazująca na mandze Hiromu Arakawy produkcja opowiada o dwóch braciach, którzy po śmierci ukochanej mamy postanawiają przyzwać ją do życia za pomocą alchemii. Eksperyment kończy się wielką katastrofą i kosztuje Alphonse'a Elrica jego ciało, a Edwarda jedną rękę i nogę. W celu odzyskania swojej straty bracia postanawiają odnaleźć legendarny kamień filozoficzny. Nie wiedzą jeszcze, że tym sposobem wplączą się w olbrzymi spisek sięgający najważniejszych ludzi w całym 8,75 3. Awatar: Legenda Aanga "Awatar: Legenda Aanga" to jeden z tych seriali, które w teorii były przeznaczone dla dzieci, ale szybko podbiły serca widzów bez względu na ich wiek. Opowieść o czterech narodach panujących nad żywiołami okazała się niezwykle emocjonująca i wciągająca, a sam świat w niezwykle mądry sposób połączył elementy kultur Wschodu i Zachodu. Sequel "Legendy Aanga" nie doczekał się równie wysokich ocen (o filmie M. Night Shyamalana nawet nie wspominam), ale nie mam wątpliwości, że jeszcze kiedyś powrócimy do tego uniwersum. I nie mówię tutaj o aktorskiej produkcji przygotowywanej przez Netfliksa, bo ona akurat budzi sporo 8,8"Arcane" to najnowszy z tytułów w rankingu, ale jego pozycja nie budzi najmniejszych kontrowersji. Francuska animacja dostępna na Netfliksie jest bez dwóch zdań najlepszym fantasy wypuszczonym na małym ekranie w ciągu ostatnich kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu miesięcy. "Arcane" zaczerpnęło swój świat i część bohaterów z uniwersum "League of Legends", ale opowiada historię wolną od zewnętrznych wpływów i dzięki temu jednocześnie niezwykle emocjonalną. Cały świat trzyma więc kciuki, żeby 2. sezon był co najmniej tak samo dobry jak wprowadzenie w życie Vi, Jinx, Jayce'a i innych mieszkańców 8,8 1. Gra o tron Lata mijają, krytycznych opinii o finałowych sezonach wciąż przybywa, a mimo to "Gra o tron" pozostaje najlepiej ocenianym serialem fantasy. Muszę przyznać, że jest to dla mnie swego rodzaju zagadka. Niewiele seriali w historii cieszyło się taką popularnością jak ta produkcja fantasy, ale przecież upadek z wysoka jest podobno najboleśniejszy. A "Gra o tron" przecież upadła i to w dosyć spektakularny widzowie nie zmienili swoich ocen z gapiostwa lub lenistwa? Może wciąż chcą w ten sposób docenić oryginalne sezony, w jakimś sensie "prawdziwą Grę o tron"? Trudno powiedzieć, ale brak nowych, mocnych aktorskich seriali fantasy świadczy też o porażce dziedzictwa "Władcy Pierścieni" oraz "Pieśni lodu i ognia".Średnia: 9 Najlepiej oceniane seriale fantasy - "Wiedźmin" poradził sobie dużo gorzej od "Gry o tron". Na podstawie powyższych wyników da się zauważyć, że widzowie raczej nie przepadają za najnowszymi produkcjami z tego gatunku. Globalne hity takie jak "Wiedźmin" czy "Koło czasu" po prostu nie dostają takich ocen jak produkcje anime sprzed lat czy nawet "Gra o tron". Czyżby można już było mówić o kryzysie fantastyki na małym ekranie?*Tekst oryginalnie opublikowany w maju.
( brak spojlerów ) Obejrzałem dziś ostatni odcinek 8 sezonu i właśnie dotarło do mnie to że to już koniec, poczułem trochę smutek ale przypomniały mi się te wszystkie wspaniałe momenty, radość, wzruszenia, śmiech. Pomijając co było dobre czy złe w tym ostatnim sezonie chcę zapamiętać ... więcej Uwaga Spoiler! Ten temat może zawierać treści zdradzające fabułę. Uwaga Spoiler! Ten temat może zawierać treści zdradzające fabułę. Uwaga Spoiler! Ten temat może zawierać treści zdradzające fabułę. Klapa tego sezonu stanie się przysłowiowa Coś pięknego, ciągła akcja, wiele emocji, dawanie nadziei i zaraz szybkie jej zabieranie. Cudowne wyreżyserowanie, film oświetlany tylko za pomocą ognia to trudna sztuka, która świetnie się tu sprawdziła. No i muzyka. Często wracam tylko do tego odcinka. Uwaga Spoiler! Ten temat może zawierać treści zdradzające fabułę. Uwaga Spoiler! Ten temat może zawierać treści zdradzające fabułę. Uwaga Spoiler! Ten temat może zawierać treści zdradzające fabułę. Uwaga Spoiler! Ten temat może zawierać treści zdradzające fabułę. Powiem tak, dla mnie najlepszy najbardziej poruszający i genialnie zrealizowany odcienek w całym serialu. I w dupie mam hejterów. Uwaga Spoiler! Ten temat może zawierać treści zdradzające fabułę. Przed premierą pierwszego odcinka w wywiadzie udzielonym przez bodajże dyrektora HBO, stwierdził on że cały ostatni sezon jest majstersztykiem, arcydziełem. Wg niego każdy z odcinków jest niczym film który nas zabierze w niesamowitą emocjonalną podróż. To ja się pytam, co ten gościu oglądał lub co ... więcej Uwaga Spoiler! Ten temat może zawierać treści zdradzające fabułę. Uwaga Spoiler! Ten temat może zawierać treści zdradzające fabułę. Uwaga Spoiler! Ten temat może zawierać treści zdradzające fabułę. Jak Wasze wrażenia? Co Wam się (nie) podoba w najnowszych odcinkach? A może coś Was zaskoczyło? Uwaga Spoiler! Ten temat może zawierać treści zdradzające fabułę. Muzyka tej serii skomponowana przez tego Hindusa - genialna. Pomysł z szaleństwem Danerys najlepszy możliwy, choć brakowało mi jakiegoś większego „rozbiegu”, z drugiej strony może gdyby to zostało zapowiedziane, byłoby niezaskakujące. Godne Martina, ale też niezbędne bo trochę złych postaci ... więcej
Gra o Tron. Sezon 8 (3BD) – Chwilowo niedostępny Wysyłamy w 24h Opis i specyfikacja Opinie Opis i specyfikacja Ogólne Tytuł oryginalny Game of Thrones, Season 7 Gatunek Fantasy Serial Reżyseria Różni Obsada Dinklage Peter Headey Lena Scenariusz Weiss David Benioff Muzyka Ramin Djawadi Czas trwania [min] 424 Kraj produkcji USA Wielka Brytania Rok produkcji 2019 Właściwości Nośnik Blu-ray Liczba nośników 3 Napisy Angielskie Angielskie (dla niesłyszących) Polskie Rosyjskie Dźwięk Angielski Dolby Atmos Polski Dolby Atmos Rosyjski Dolby Atmos Dodatkowo na płycie Przewodnik po odcinkach Historia i legendy - mitologia Westeros i Essos, opowiadana z różnych perspektyw przez samych bohaterów Kiedy nadchodzi zima - wspominienia zdjęć do monumentalnej „Bitwy o Winterfell” Obowiązek to śmierć miłości - twórcy wspominają pracę nad serialem 10 komentarzy audio Gra o tron: Ostatnia warta - program dokumentujący pracę przy ostatnim sezonie serialu Sceny niewykorzystane Kupiłeś ten produkt? Oceń go! Średnia ocen: 0 Opinie potwierdzone zakupem (0) Kupiłeś ten produkt? Oceń go! Średnia ocen: 0 Opinie potwierdzone zakupem (0) Chwilowo niedostępny Wysyłamy w 24h
Myślałam o tym już od dawna. Nawet nie od szóstego sezonu, gdy David Benioff i D. B. Weiss odeszli od książek Martina. Nierówny scenariusz uwidaczniał się na przestrzeni całego serialu. Dla mnie to był zawsze fenomen, gdy świetnie napisanym, poruszającym do głębi scenom towarzyszyły sceny pozbawione jakiegokolwiek wyczucia (nie tylko te na wyrost seksualne). Ale okej, mimo to „Gra o Tron” pozostawała naprawdę świetnym wytworem kultury, raz w niezwykle dramatyczny, inteligentny sposób angażując widza, kiedy indziej – lekko się potykając. Ale powiedzmy, że poziom pozostawał stosunkowo siódmym zobaczyliśmy bardzo dobitnie co się dzieje, gdy twórcy zostają pozostawieni sami sobie, pozbawieni podpory materiału źródłowego. Problem polegał na tym, że bohaterowie zaczynali coraz mniej przypominać samych siebie, ale i też na tym, że to przestało być kino drogi. Przestała liczyć się podróż, docieranie. Pojawiło się kilka fajnych, zapadających w pamięć scen (jak na przykład Nocny Król i jego szybko pędząca włócznia), ale widać było gołym okiem, że to już nie to. Siłą napędową scenariusza przestali być bohaterowie, ich emocje i motywacje, a stały się nią odgórnie ustalone punkty fabularne do inaczej jest w sezonie ósmym i ostatnim, choć tutaj problem urasta do jeszcze większych rozmiarów. Scenarzyści postanowili przedstawić coś, czego wcześniej nie próbowali, a w każdym razie nie na taką skalę – przemianę wewnętrzną bohaterów. Oczywiście, te zmiany nijak się mają do ich niepostrzeżenie staje się seksualnym drapieżcą; raz zachowuje się jak psychopata, kiedy indziej jak człowiek, więc nie wiadomo, o co tu właściwie chodzi. Gendry z całkiem nieoczywistej, dość zdystansowanej postaci, zmienia się w zakochanego, naiwnego gimnazjalistę. Ogar przeistacza się w dobrego tatusia. Brienne i Jamie w pamiętnej scenie sprawiają, że przysłaniamy oczy dłonią z zażenowania. Tormund z fajniego „comic reliefu” nagle zachowuje się jak wciskany wszędzie wioskowy głupkek. Cersei dosłownie przez cały sezon stoi przed oknem i milczy, uśmiechając się połową ust. Nie mówiąc już o Daenerys, której działania z piątego odcinka wywołały istną burzę w kwestii Matki Smoków ,nie dziwi w tym wszystkim tylko jedno – że ludzie dopiero teraz, wydaje się, przejrzeli na oczy. Ostatnia latorośl rodu Targaryenów w ogóle od samego początku była jedną z najsłabiej napisanych i najgorzej zagranych ról. Przepraszam, Emilio Clarke, jesteś niezwykle sympatyczną, ciepłą osobą, ale od lat nie jestem w stanie polubić Twojej gry aktorskiej – w „Terminatorze Genisys” na przykład wcale nie było się, że niemal każdy został usilnie wciśnięty w jakiś stereotyp postaci, a wszelkie niuanse psychologiczne, które potencjalnie komplikowałyby odbiór – widać to po Tyrionie, który zmienił się nie do poznania w kogoś niezwykle naiwnego, ograniczonego, pozbawionego samoświadomości, ale i charakterystycznego poczucia humoru. Żarty muszą być powtarzane i odgrzewane jak kotlet, bo scenarzystom brakło pomysłów, a jedyne, co byli w stanie z siebie wykrzesać, to śmieszki z nieistniejącego przyrodzenia Varysa. psychika postaci to nie jedyny grzech finału „Gry o Tron”. Są nią także bardzo dziwne, niekonsekwentne rozwiązania fabularne. Oczywiście oba te problemy ściśle się ze sobą łączą, a ja sama nie wiem, czy w tej kwestii można powiedzieć coś nowego, bo ktokolwiek nie spędził ostatnich tygodni pod kamieniem, doskonale sobie zdaje sprawę, o co mi chodzi. O Dany, która „tak jakby zapomniała o Żelaznej Flocie”, o armii Dothraków nacierającej w ciemność, która potem – z jakiegoś powodu, okazuje, się – nadal jednak nie została wybita, a wręcz przeciwnie, istnieje w całkiem sporych liczbach! O bohaterach w opałach, w rozpaczliwej walce o śmierć i życie przykrywanych falami zombie, gdzie kamera ucina dramatycznie obraz, po czym, za jakiś czas, do nich wraca, i okazuje się, że żyją i znowu dzieje się dokładnie to samo... Całe analizy możnaby o tym pisać, o każdym odcinku, wymieniając, co poszło nie tak, pokazując, jak właściwie nie konstruować scenariusza serialu telewizyjnego, ale ja piszę teraz recenzję, a nie analizę, więc zagłębianie się w te kwestię pozostawię na inny chodzi o fabułę to z pewnością trzeba powiedzieć jeszcze jedną rzecz – coś tu poszło nie tak również z kolejnością. I to chyba jeden z największych zarzutów, jakie padają w kierunku serialu; przeciwnik, którego nam od początku zapowiadano jako największe zagrożenie, okazuje się nie być ostatecznym przeciwnikiem, „głównym złym”. Jak dobrze wiemy, bitwa z armią nieumarłych następuje w odcinku trzecim. I gdy następuje koniec, mamy takie: „Wait, what?”.W sporym kontraście do poziomu scenariusza sytuują się przepiękne ujęcia, świetna muzyka, szczegółowość, techniczne zaawansowanie produkcji. Ludzie mówią, że nie było widać bitwy, ale mi się podobała jeśli chodzi o mi sobie wyobrazić, co przeżywają fani, którzy bardzo mocno zainwestowali się emocjonalnie w ten serial. Ze swojej perspektywy mogę tylko powiedzieć, że nie jestem rozczarowana, bo spodziewałam się taniego spektaklu. No, może jedyne, co mnie prawdziwie zaskoczyło, to skala tego, jak bardzo ten sezon jest zły. Bo on jest po prostu zły. Stał się parodią samego siebie. To naprawdę smutne o tyle, że opowieść George’a R. R. Martina to naprawdę rozbudowana, świetnie przemyślana rzecz, która zasługuje na godne zakończenie. A przecież, jak wszyscy wiemy, istnieje bardzo realna szansa, że „Wichry zimy” i „Sen o wiośnie” nigdy się nie ukażą. Poziom prokrastynacji pisarza przekroczył stan krytyczny. I szczerze mówiąc trudno mu się dziwić – ze skalą presji, jaką musi odczuwać w związku z oczekiwaniami całego świata. Zwłaszcza w kontekście tego, że teraz widzi na własne oczy co mogłoby się stać, gdyby nie już teraz autentycznie żal Benioffa i Weissa, bo to przecież nie jest tak, że stali sobie w ciemnościach przy kominku, zacierając z werwą rączki i z maniakalnym chichotem snując plany, jak by tutaj ten ostatni sezon możliwie jak najmocniej spierdzielić. Wystarczy rzut oka na ich zachowanie w wywiadach, żeby widzieć, że są wyczerpani i wyprani z życia czy jakiegokolwiek entuzjazmu. W pierwszym odruchu, gdy zobaczyłam, że powstaje petycja o ponowne nagranie ostatniego sezonu „Gry o Tron”, ogarnął mnie pusty śmiech. Bardzo rozbawiły mnie też reakcje aktorów, którzy ewidentnie od początku wiedzieli, że dostarczony im skrypt nie podbije serc drugim odruchu dotarło do mnie, że dla osób odpowiedzialnych za stworzenie serialu to może być równoznaczne z całkowitym złamaniem ich kariery. To niby tylko serial, ale reakcje widzów są bardzo żywe i intensywne. Lincz na D&D trwa i wydaje się, że nieprędko się skończy. Na pewno nie będzie to dla nich łatwe. Nie pomogło im też bynajmniej ujawnienie informacji o tym, że będą pracować nad najnowszymi „Gwiezdnymi Wojnami”. Chyba nie było lepszego momentu, żeby to „Gra o Tron” dołączyła do smutnego grona świetnych seriali, które wraz z czasem drastycznie obniżyły swój poziom, takich jak „Wikingowie”, „The Walking Dead” czy „Lost”. Bardzo szkoda.
Uwaga! Tekst zawiera spoilery dotyczące 8. sezonu „Gry o tron”.Za nami już pięć z sześciu ostatnich odcinków ostatniej w historii „Gry o tron”. Powoli zbliża się więc czas rozmaitych podsumowań i opinii, których nie zabraknie w całej globalnej sieci. W pewnym sensie wyrok na 8. sezon hitowej produkcji HBO już zapadł i nie jest zbyt pochlebny. Fani „Gry o tron” w Polsce i na całym świecie byli do tej pory znani ze swojej wierności i zaangażowania. Większość z nich poczuła się jednak zdradzona, oszukana i raz z podobnym niezadowoleniem fandomu spotkaliśmy się przy okazji premiery „Ostatniego Jedi”. Wtedy również fani podzielili się na dwa (mniej więcej równe) obozy, z których jeden zaciekle bronił decyzji twórców, a drugi odsądzał ich od czci i wiary. To podobieństwo między nową trylogią „Gwiezdnych wojen” i „Grą o tron” jest ważne, bo pokazuje pewne bardzo istotne zjawisko. Choć między obiema sytuacjami da się zauważyć także kilka różnic. Przede wszystkim „Ostatni Jedi” został oceniony przez recenzentów znacznie lepiej niż przez fanów. W przypadku 8. sezonu nie możemy mówić o niczym podobnym. Jeszcze przed premierą najnowszego odcinka serwis Rotten Tomatoes donosił, że ostatnia odsłona „Gry o tron” będzie najniżej ocenianą ze wszystkich dotychczasowych, nawet gdyby dwa finałowe epizody miały otrzymać po 100 proc. Z niczym podobnym nie mamy zresztą do czynienia, bo „The Bells” może się na ten moment pochwalić wynikiem zaledwie 53 proc. W „Grę o tron” nigdy wcześniej nie było wymierzone tak bezlitosne ostrze krytyki. Powody takiego stanu rzeczy można by wymieniać długo. Od ciągle zmieniających się charakterów i inteligencji niektórych postaci (na przykład Tyriona, a ostatnio przede wszystkim Daenerys), przez zbyt szybkie tempo akcji aż po ogromne luki fabularne. Wiele osób czuje się też zawiedzionych sposobem, w jaki została zamknięta większość Benioff i Weiss już od 6. sezonu systematycznie pozbywali się postaci, które nie były im potrzebne w finale. Czasem robili to bardziej zgrabnie - jak podczas wysadzenia Wielkiego Septu Baelora - a czasem mniej. Można przy tym odnieść wrażenie, że im bliżej finału, tym ich scenopisarskie wybory stawały się coraz bardziej leniwe i przedkładające własną wygodę nad sens. Wielbiciele serialu nie są z tego powodu zadowoleni i trudno im się dziwić. Z jednej strony czują się zdradzeni przez serial, w który pokładali tyle nadziei, a z drugiej mają wrażenie, że ktoś ich traktuje jak idiotów. Bo jak inaczej tłumaczyć sobie zdania pokroju: „Daenerys zapomniała o Żelaznej Flocie” czy hiperoptymistyczne zapowiedzi aktorów sprzed kilku miesięcy? Wśród obrońców 8. sezonu „Gry o tron” nie brakuje osób, które twierdzą, że fani sami są sobie winni, bo mieli zbyt wygórowane oczekiwania. Najpierw miesiącami wymyślali rozmaite teorie i nakręcali się w oczekiwaniu na najwybitniejsze telewizyjne dzieło ostatniego stulecia. A teraz, gdy finalny efekt nie jest tak dobry, jak sobie to wyobrażali, to reagują z przesadnym gniewem. Nawet jeśli w tym argumencie jest trochę prawdy na temat przesadnego nastawienia fanów popkultury przed premierą wyczekiwanego dzieła, to akurat przedstawiciele HBO nie mają żadnego prawa go używać. Wszyscy przez lata korzystali na olbrzymim zainteresowaniu fanów. Gdyby nie ich wierność i zaangażowanie, to „Gra o tron” nigdy nie osiągnęła by takiego tych samych fanów od czci i wiary teraz, gdy wyrażają swoje niezadowolenie, to szczyt hipokryzji. A przecież komentarze reżyserów 3. i 4. odcinka dotyczące Ducha i niskiej widoczności podczas Bitwy o Winterfell idą właśnie w stronę zrzucania odpowiedzialności na widzów. Zresztą aktorzy, showrunnerzy i specjaliści od efektów specjalnych miesiącami nakręcali oczekiwania związane z finałowym sezonem. Jeżeli kogoś należy obwiniać to właśnie ich. Jednocześnie trzeba wyraźnie powiedzieć, że po ostatnich wydarzeniach fandom nareszcie powinien przejrzeć na oczy: wymyślanie teorii to strata czasu. Kilka poprzednich lat obfitowało w dowody na całkowitą bezużyteczność teorii wymyślanych przez przeróżne fandomy. Jako pierwsi tą bolesną lekcję odebrali wielbiciele „Gwiezdnych wojen”, którzy naiwnie dali się skusić obietnicom Abramsa („Zagubieni” niczego ich nie nauczyli). Wymyślali wszelkie możliwe hipotezy, zwroty akcji i powroty zza grobu. Rey otrzymała tylu różnych rodziców, że starczyłoby jej na więcej niż jedno życie. Obecność Luke'a w odosobnieniu miała w sobie kryć niesamowitą tajemnicę. A czy ktokolwiek jeszcze pamięta, jak popularna w sieci była teoria: „Snoke to Mace Windu”? A tymczasem Rian Johnson z zadowolonym uśmiechem trolla w „Ostatnim Jedi” pokazał wyraźnie, jak niewiele to obchodziło twórców lepiej skończyli fani Marvel Cinematic Universe, bo „Avengers: Endgame” uszanował ich życzenia i zalał dużą dawką fan-service'u. Ale ich teorie również w ogromnej większości nie znalazły najmniejszego potwierdzenia w fabule filmu. 8. sezon „Gry o tron” to tylko kolejny ewidentny przykład. Wielkie wytwórnie i stacje telewizyjne mają gdzieś zdanie widzów na temat tego czy tamtego bohatera. Liczą się tylko pieniądze wpłacane przez fanów, ale nie ich opinie czy mimo to można odnieść wrażenie, że wiele osób wciąż niczego się nie nauczyło. Liczba zwolenników teorii „Kanibal lub dzieci Drogona przybędą zniszczyć Królewską Przystań” była zatrważająca. Mimo iż było absolutnie oczywiste, że Benioff i Weiss niczego podobnego w 5. odcinku nie pokażą. Również wśród fanów „Gwiezdnych wojen” widać mnóstwo ludzi, którzy nie wyciągnęli żadnej lekcji z przeszłości i z uporem maniaka wymyślają metody powrotu Palpatine'a w „The Rise of Skywalker”. Teorie bywają rozmaite. Niektóre brzmią interesująco, inne są przeraźliwie głupie. Ale zarówno te pierwsze, jak i te drugie nie mają żadnego znaczenia. Oczywiście, media też są winne modzie na teorie, bo w długich okresach braku oficjalnych materiałów w produkcji (a te zdarzają się coraz częściej, bo wszyscy boją się wycieków) mają niewiele informacji zdolnych zadowolić swoich odbiorców. Nie zmienia to jednak faktu, że fani powinni otrząsnąć się z naiwnego marazmu i ciągłych oczekiwań, że następnym razem nikt ich nie oszuka. Bo sytuacja rodem z 8. sezonu „Gry o tron” będzie się powtarzała jeszcze wielokrotnie.
gra o tron sezon 8 opinie